Strona główna
W górę
Różaniec
Droga Krzyżowa

Rozważania

    Tradycją naszej oazy stało się to, że w październiku obstawiamy nabożeństwa różańcowe, zaś w czasie Wielkiego Postu przygotowujemy Drogi Krzyżowe. Staramy się, aby zawsze było na nich ciekawie, dlatego nierzadko rozważania do tych nabożeństw są naszego autorstwa. Poza tym nierzadko grane są scenki (pantomimy) czy ustawiane dekoracje, a także angażowani są wierni, którzy zgromadzili się w kościele.

    W menu obok zamieszczone są rozważania zarówno różańcowe, jak i do Drogi Krzyżowej. Każdorazowe użycie twórczości innych osób (np. wierszy) czy fragmentów Pisma Świętego oraz pochodzenie podkładów muzycznych jest zaznaczone.

Tutaj przedstawiamy rozważania z adoracji krzyża - tego samego, który trzymał Jan Paweł II w czasie jednej ze swoich ostatnich dróg krzyżowych. Krzyż ten nawiedził naszą parafię 2 listopada 2008 r.

„MÓJ CHRYSTUS POŁAMANY”

RAMOON CUE ROMANO S.I.

 

Teraz (…)pokażę wam, przyjaciele telewizyjni, mojego Chrystusa.

Domyślam się, że słuchając mego opowiadania o Nim, będziecie ciekawi go poznać.

I przyniosłem Go do studio Telewizji Hiszpańskiej.

Oto jest. Spójrzcie na Niego. „Ecce Homo”. Oto Człowiek!

Jak wam się podoba?

Prawda, że jest bardzo piękny?

Jaka doskonała anatomia Jego klatki piersiowej, tułowia, brzucha. Jak powściągliwie i dyskretnie potraktowana tkanina opaski na biodrach. Jaka smukła i proporcjonalna Jego noga. Jakie eleganckie i delikatne ramię. Jaka męska i naprężona Jego muskulatura.

Lecz, oczywiście, brakuje Mu całego ramienia prawego. Lewe ma źle przylegające do barku, a dłoń została rozłupana przy jej gwałtownym wyszarpnięciu z gwoździa…

Brakuje Mu nogi prawej, odciętej w połowie uda. Zachował lewą, lecz uderzoną pospiesznie i nieuważnie.

I przede wszystkim jest bez twarzy. Literalnie odcięli Mu ją, Chrystus bez oblicza. Chrystus anonimowy. Widmo.

Lecz jest bardzo piękny, nieprawdaż?

Aczkolwiek bardzo smutny.

 (str. 22)

 

Dobry wieczór przyjaciele.

Zamierzam skorzystać dzisiejszego wieczoru z mego wystąpienia w telewizji hiszpańskiej, aby podać ogłoszenie. Dobra okazja, liczę na kilka milionów telewidzów. Ogłoszenie krótkie i niehandlowe. Jestem pewien, że Telewizja Hiszpańska nie zażąda za nie zapłaty.

Uwaga, panowie:

„Zgubiono krzyż”. I nie można go znaleźć. Może znalazł go ktoś z was?

Mój Chrystus Połamany, jak widzicie, w tym pośpiechu i utrudzeniu, chodząc tu i tam, zgubił swój krzyż.

I nie ustaliliśmy, gdzie to się zdarzyło.

On to wie, ale nie odpowiada. Jest niemy zresztą.

Antykwariusz w Sewilli, który mi go sprzedał, także nie wskazał żadnego tropu. Już tak go znalazł w jakiejś stodole w Sierra de Aracena.

Ani śladu.

A ja chciałbym zwrócić memu Połamanemu Chrystusowi Jego krzyż. Przynajmniej to mógłby mieć Ukrzyżowany.

On mi zabronił, abym go restaurował. Ale jestem pewien, że umieszczenie Go na krzyżu nie jest odrestaurowaniem.

Czy nie jesteście również tego zdania?

Sprawia mi ból widzieć Go takim.

Nie tylko dla Jego ran i okaleczeń.

Również dlatego, że jest bez krzyża.

Cierpieć na krzyżu bez krzyża, musi być męką podwójnie bolesną. Chcę Mu zwrócić Jego krzyż, aby odpoczął przynajmniej na nim troszkę.(…)

(str. 51,52)

Tak, tak; już wiem, że odpowiadacie wszyscy.

O co nas pytasz, ojcze!

Czy znaleźliśmy krzyż?

Jeden krzyż? Jeden tylko?

Znaleźliśmy tyle krzyży! My wszyscy!

Któż z was przyjaciele, któż z nas nie znalazł krzyża?

Lepiej powiem: któż nie ma krzyża?

Wszyscy mają. Bez wyjątku.(…)

Każdy człowiek ma swój własny krzyż. Niezbywalny.

Nie można go upaństwowić.

I wszyscy go niesiemy, na plecach.

Choćby to było niewidoczne. Choćbyśmy się uśmiechali i zakrywali go.

Czasami przez to ukrywanie staje się jeszcze bardziej ciężki.(…)

(str. 52,53)

 

A wiesz ostatecznie, przyjacielu, dlaczego czasami nasz krzyż staje się nie do zniesienia?

Dlaczego jest zagadką niepojętą i zaskakującą?

Czy wiesz, dlaczego bywa, że przemienia się w rozpacz i doprowadza do samobójstwa?

Bo wtedy nasz krzyż jest sam, krzyż bez Chrystusa.

A krzyż taki sam i pusty jest nie do wytrzymania.

Krzyż tylko wtedy jest możliwy do wytrzymania, gdy unosi Chrystusa na swych ramionach.

Krzyż laicki bez krwi i miłości Boga: znosić go jest absurdem. Nie ma sensu.

To ci przyznaję.

 

 

Dlatego mam pomysł:

Ja mam Chrystusa bez krzyża. Spójrz na niego.

A ty masz tak często krzyż bez Chrystusa. Krzyż, który znasz.

Oba są niekompletne.

Mój Chrystus nie odpoczywa, bo brakuje mu krzyża.

Ty nie wytrzymujesz twego krzyża, bo tobie brakuje Chrystusa.

Jeden Chrystus bez krzyża.

Jeden krzyż bez Chrystusa.

Tu leży rozwiązanie.

Dlaczego niemielibyśmy ich połączyć? Uzupełnilibyśmy ich.

Dlaczego tej nocy nie miałbyś dać twego pustego krzyża Chrystusowi?

Wszyscy na tym zyskamy. Zobaczysz.

Ty masz krzyż sam, pusty, zimny, czarny, pełen leku, bez czucia: krzyż bez Chrystusa.(…)

(str.63)

 

(…)Daj Mu swój krzyż.

Weź mego Chrystusa.

Połącz ich. Wbij gwoździe. Uściskaj ich. Pocałuj ich.

I wszystko ulegnie zmianie.

Mój Chrystus Połamany odpoczywa na twoim krzyżu.

Twój krzyż uspokaja się, łagodnieje, gdy jest na nim mój Chrystus.(…)

 

Już nie będziesz cierpiał samotny.

Podzielicie cierpienie obaj: a więc rozdzielicie jego ciężar.

I dokonasz największego odkrycia: będziesz obejmować i kochać twój krzyż, ponieważ jest na nim Chrystus.

(str.64)

 

Do jutra, przyjaciele.

Rozpocząłem od ogłoszenia: „zgubiono krzyż”.

Wycofuję je, już nie jest potrzebne.

Znaleźliśmy krzyż: nasz krzyż.

Który okazał się być krzyżem Chrystusa.

Gdyż Chrystus chodził, szukając właśnie naszego krzyża!

Dobranoc, przyjaciele.