Strona główna
W górę

Droga Krzyżowa

Droga Krzyżowa - 17.03.2006

Droga Krzyżowa - 23.03.2007

Droga Krzyżowa - 8.02.2008

Droga Krzyżowa - 7.03.2008

Droga Krzyżowa - 27.02.2009

Droga Krzyżowa - 06.03.2009

Droga Krzyżowa - 13.03.2009

Droga Krzyżowa - 27.03.2009

Droga Krzyżowa – 17.03.2006

 

piosenka na wejście: "Z Tobą ciemność"

 

„Razem z Tobą”

 

Krzyż Twój idzie razem z Tobą

nad ranem

w jasny dzień

w końcu lata kiedy dokarmia się pszczoły

przy oknie po ciemku

kiedy zimorodek czeka na zimę żeby się urodzić

kiedy smutek szuka przyjaźni

w lipcu kiedy wysiewają koper i kwitnie ogórek

od zaraz – do jeszcze nie wiem

zadzwonię do świętych

przez telefon poproszę

by krzyż Twój nie przychodził bez Ciebie

 

Rana I „Modlitwa”   Łk 22, 41-46

41 A sam oddalił się od nich na odległość jakby rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się 42 tymi słowami: «Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!» 43 Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go. 44 Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię. 45 Gdy wstał od modlitwy i przyszedł do uczniów, zastał ich śpiących ze smutku. 46 Rzekł do nich: «Czemu śpicie? Wstańcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie».

piosenka: „Getsemani”

Rana II „Skazany”    J 19, 13-16

Pilatus ergo, cum audisset hos sermones, adduxit foras Iesum et sedit pro tribunali in locum, qui dicitur Lithostrotos, Hebraice autem Gabbatha.

Gdy więc Piłat usłyszał te słowa, wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na trybunale, na miejscu zwanym Lithostrotos*, po hebrajsku Gabbata.

Erat autem Parasceve Paschae, hora erat quasi sexta. Et dicit Iudaeis: “ Ecce rex vester! ”.

Był to dzień Przygotowania Paschy, około godziny szóstej*. I rzekł do Żydów: «Oto król wasz!»

Clamaverunt ergo illi: “ Tolle, tolle, crucifige eum! ”. Dicit eis Pilatus: “ Regem vestrum crucifigam? ”. Responderunt pontifices: “ Non habemus regem, nisi Caesarem ”.

A oni krzyczeli: «Precz! Precz! Ukrzyżuj Go!» Piłat rzekł do nich: «Czyż króla waszego mam ukrzyżować?» Odpowiedzieli arcykapłani: «Poza Cezarem nie mamy króla».

Tunc ergo tradidit eis illum, ut crucifigeretur. Susceperunt ergo Iesum.

Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano.

Rana III „Ukrzyżowany”    J 19, 18

ubi eum crucifixerunt et cum eo alios duos hinc et hinc, medium autem Iesum.

Tam Go ukrzyżowano, a z Nim dwóch innych, z jednej i drugiej strony, pośrodku zaś Jezusa.

piosenka: "Podnieś mnie Jezu"

Rana IV „Obietnica”    Łk 23, 39-43

39 Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: «Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas». 40 Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? 41 My przecież - sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił». 42 I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa». 43 Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju».

Rana V „Cierpiąca”   J 19, 25-27

25 A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. 26 Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». 27 Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

„Nie rozdzielaj”

 

Miłość i samotność

wzięły się pod ręce jak siostry

idą noga w nogę

nie rozdzielaj ich

nie szarp. Łapy przy sobie

miłość bez samotności

byłaby nieprawdą

samotność bez miłości rozpaczą

 

stała Matka pod krzyżem

jak pod srebrnym obrazem

nie minęły trafiły

do niej tez przyszły razem

 

Chodzi księżyc jak morał

albo osioł po niebie

jeśli były gdzie indziej

to i przyjdą do ciebie

 

piosenka „Matko, która nas znasz”

Rana VI „Pragnienie”    J 19, 28-30a

Post hoc sciens Iesus quia iam omnia consummata sunt, ut consummaretur Scriptura, dicit: “ Sitio ”

Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: «Pragnę»

Vas positum erat aceto plenum; spongiam ergo plenam aceto hyssopo circumponentes, obtulerunt ori eius.

Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop* gąbkę pełną octu i do ust Mu podano

Cum ergo accepisset acetum, Iesus dixit: “ Consummatum est! ”

A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Wykonało się!»

Rana VII „Opuszczenie”   Mk 15, 33-34

33 A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. 34 O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Eloi, Eloi, lema sabachthani», to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?

„Z Tobą”

 

Nie cierpienie dla cierpienia

nie krzyż dla krzyża

nie piątek dla piątku

nie po to aby pytać

skąd i co dalej

 

Wszystko to bez sensu. Za mało

lecz po to by być z Tobą

Pobiec. Bać się i zostać

skoro Ciebie bolało

 

Rana VIII „Śmierć”    Mt 27, 50

 Iesus autem iterum clamans voce magna emisit spiritum.

A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha.

Rana IX „Włócznia”    J 19, 32-34

32 Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. 33 Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, 34 tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda.

 

„Krzyż”

 

Mój krzyż co przyszedł z niewidzialnej strony

zna samotność w spotkaniu przy stole

niepokój i spokój bez serca bliskiego

wie że mąż wzdycha częściej niż kawaler

nie dziwi się już Hegel że w szkole dostawał po łapie

nie każdy go rozumiał

krzyż wszystko uprości

nie człowieka – o miłość trzeba prosić Boga

od tego zacząć żeby iść do ludzi

wie i nie mówi bo słowom przeszkadzają słowa

milczenie nawet rybkę w akwarium obudzi

dopiero żyć zaczniesz gdy umrzesz kochając

mój krzyż co przyszedł z niewidzialnej strony

wie że wszystko wydarzyć się może

choćbym nie chciał tego

na przykład wilia z barszczykiem czerwonym bez śniegu

choć przecież zima w sam raz o tej porze

czasami krzyż ofuka uderzy ubodzie

z krzyżem jest się na zawsze by sprzeczać się co dzień

jeśli go nie utrzymasz to sam cię poniesie

a szczęście tak jak zawsze o tyle o ile

bywa że się uśmiecha gdy myśli za pewne

chce mnie zrzucić

zobaczysz że ciężej beze mnie

 

piosenka „Rozpięty”

Rana X „Ostatnia”

„Zdejmowanie z krzyża”

 

Rozpoczynam od głowy

już nie pytam czy boli

śmierć nie znosi takich pytań bo po co

włosy teraz odgarniam spod za ciężkiej korony

co jak owce czarne się tłoczą

potem ciernie wyjmuję

po kolei całuję

liczę na głos pierwszy drugi trzeci

groźne zajadłe teraz smutne zabawne

jak czerwone kredki dla dzieci

teraz łzę zdejmuje Mu z twarzy

tę ostatnią co ostygła i parzy

wreszcie z gwoździ wyrywam nogi ręce

dalej nie wiem co dalej

choćby świat się zawalił modlę się do serca o serce

 

=====================

W trakcie stacji 1-7 osoba zapala kolejno świece ułożone w krzyż. W czasie stacji 8 - gasi wszystkie. W środku krzyża ułożona lampa (najlepiej L[ight] E[mitting] D[iode]) koloru czerwonego świecąca światłem ciągłym, w trakcie stacji 3 zmiana na światło pulsujące, zgaszona w trakcie stacji 9. Na środku na podłodze leży młotek oświetlony (może być świeca, latarka lub biała LED) - w czasie stacji 3, osoba podnosi go z ziemi, przenosi, uderza obok krzyża ze świec i zostawia obok. Do realizacji całości zaleca się udział 10 osób (a 5 co najmniej)

Wszystkie wiersze pochodzą z tomu "Bogu się mówi TAK!" [+] ks. Jana Twardowskiego. Fragmenty Pisma Świętego za "Biblią Tysiąclecia" (przekład polski) oraz Wulgatą (przekład łaciński). w trakcie stacji 1-9 podkłady muzyczne: wykorzystano ścieżki dźwiękowe z gier komputerowych: Operation Flashpoint (st. 1), Earth 2150: Escape from the blue planet (2), Silent Hunter II (3), The Sum of All Fears (4-7), F 22 Raptor (8), Medal of Honor: Allied Assault (9).

Tomek Rusiniak

Droga Krzyżowa – 23.03.2007, godz. 19:30

 

Rozważmy dzisiaj historię męki i śmierci Jezusa, ale rozważmy ją trochę inaczej niż zazwyczaj. Popatrzmy na nią nie tylko oczami Jezusa, nie tylko oczami jego bliskich, lecz spójrzmy na nią także z punktu widzenia jego wrogów, czy też zwykłych ludzi, którzy stali się mniej lub bardziej świadomymi uczestnikami tych wydarzeń. Czy byli to po prostu gapie z ulic Jerozolimy, czy też rzymscy żołnierze – wszyscy brali w tym udział.

            Ponieważ jest to historia, która układa się w ciąg dramatycznych zdarzeń wynikających jeden z drugiego, dlatego opowiedzmy tę historię rozdział po rozdziale. Będzie tych rozdziałów 8.

 

Rozdział I            „Wieczerza”

Wyobraźmy sobie przestronne pomieszczenie, w którym na środku stoi stół. Duży stół. Zastawiony do wieczerzy. Przy nim zaś Jezus, wraz ze swoimi uczniami. Co robią? Spożywają paschę, na pamiątkę wyjścia Izraelitów z Egiptu. Podobnie w tej chwili czynią wszyscy w Jerozolimie. To przecież żydowskie święto. Uczniowie Jezusa nie czują niepokoju. Przeciwnie, weselą się. Dopiero za parę chwil Chrystus połamie chleb. Póki co, apostołowie nie wiedzą, że dla ich mistrza wieczerza ta będzie jego ostatnią. Póki co, radują się, cieszą się z tego, że ich nauczyciel jest z nimi, że zasiada pośród nich.

Rozdział II            „Dialog”

Wyobraźmy sobie Jezusa jak klęczy. Klęczy na ziemi, w ogrodzie oliwnym. Dokoła unosi się lekka mgła, a w oddali majaczą sylwetki uczniów, pogrążonych we śnie, pogrążonych w nocnym mroku. Wyobraźmy sobie Chrystusa jak wznosi swoje oczy ufnie ku niebu, jak rozmawia ze swoim Ojcem. Właśnie teraz Ojciec z Synem tworzą dialog – najpiękniejszy i najdoskonalszy dialog miłości, jaki kiedykolwiek miał miejsce. „Ojcze jeśli możliwe, oddal ode mnie ten kielich. Ojcze jeżeli trzeba, chcę Twoją wolę wypełnić”.

Rozdział III            „Pojmanie”

    Wyobraźmy sobie kilkunastu uzbrojonych żołnierzy. Rzymskich żołnierzy. Takich samych, jakich zobaczyć możemy na filmach. Maszerują. Równo. Jak na paradzie. To przecież najlepsza i niezwyciężona armia świata. Najlepsi z najlepszych. To oni podbijali Galię, Brytanię, Dalmację. To oni w tryumfalnych pochodach sławili rzymski oręż. A teraz nieco znudzeni przydzielonym im zadaniem – pojmaniem jednego człowieka. Jednego i to w dodatku niegroźnego. Ale maszerują, to przecież rzymscy żołnierze, oni zawsze wykonują rozkazy. Maszerują, choć nie wiedzą nawet, że są uczestnikami wielkich, wiekopomnych wydarzeń.

Rozdział IV            „Cela”

    Wyobraźmy sobie zimną celę więzienną, pogrążoną w mroku. Chłodną, wilgotną, nieprzyjemną. Wyobraźmy sobie Jezusa, który wrzucony do tejże celi, podejmuje nadludzkim wysiłkiem walkę. Walczy z szatanem. Ten kusi Jezusa, aby się poddał, by nie umierał za ludzi. Przekonuje: „To są ludzie, oni nie są nic warci, dlaczego tak Ci na nich zależy?” Chrystus odpowiada: „Ponieważ ich kocham”.

Rozdział V            „Pomoc”

    Wyobraźmy sobie młodą kobietę. Zwykłą mieszkankę Jerozolimy. Trafia ona w sam środek niezwykłych wydarzeń, w środku zwykłego dnia. Widzi prowadzonego na śmierć skazańca. Ale ten człowiek nie wygląda wcale na przestępcę, mimo że jego wygląd budzi odrazę.

    Serce kobiety natychmiast rozpoznaje, że to niewinny człowiek. Kobieta bez namysłu, bardziej intuicyjnie niż świadomie, zrywa chustę z głowy i w jakimś sprzyjającym momencie nieuwagi przedziera się przez, wydawać by się mogło szczelny, kordon żołnierzy. Niewiasta wyciera twarz Chrystusa. Jego oblicze jest okrutnie zmaltretowane, ale jego oczy mówią o wiele więcej niż tylko zwykłe „dziękuję”. Weronika – bo to ona była tą bohaterską kobietą – nie zdaje sobie z pewnością sprawy, że jej chusta stanie się relikwią. We Włoszech, w miejscowości Manoppello znajduje się dziś całun, który uważany jest za chustę Weroniki – a na potwierdzenie jego autentyczności podaje się fakt, iż wizerunek twarzy Chrystusa pokrywa się idealnie z jego wizerunkiem z całunu turyńskiego, oraz to, że na użytym materiale nie da się malować – wyobrażenie twarzy Chrystusa musiało powstać więc inaczej.

[w trakcie stacji, osoba zawiesza chustę z wizerunkiem twarzy Chrystusa - imitująca chustę św. Weroniki, na przedmiocie, który się do tego może nadawać - cokolwiek, z czego chustę będzie dobrze widać. Na chustę rzucony snop światła ze szperacza dużej mocy]

Rozdział VI            „Ból”

Wyobraźmy sobie Jezusa – przybitego do krzyża.

 Jezus walczy. Walczy z bólem. Wielkim, nieopisanym, rozrywającym ciało bólem, z bólem obezwładniającym myśli.

 Jezus walczy. Walczy z szatanem, który nie ustępuję i wciąż przypomina, że jeszcze można się wycofać... Lecz Jezus się nie poddaje, bo ukochał ludzkość odwieczną miłością. On trwa, nie rezygnuje. Choć ból odbiera mu zmysły, choć ból przenika do każdej komórki ciała, choć serce pęka z bólu, choć sił już nie starcza, to on trwa, walczy.

Jeszcze trochę, jeszcze raz jeden dźwiga się na wbitych w ręce gwoździach, by unieść ciało, złapać oddech i resztką sił wypowiedzieć: „Ojcze, w ręce Twoje, powierzam ducha Mego”.

 

Z nieba, jak miliony małych spadochroniarzy, suną krople deszczu. Suną tak jakby ktoś uruchomił wielką pompę, niemiłosiernie rosząc ziemię deszczem. Jakby wielka wodna bomba rozerwała się ponad Golgotą. Ulewa wystraszyła gapiów, nawet żołnierze pospiesznie opuszczają to miejsce, upewniwszy się, że skazańcy wyzionęli ducha.

Ten sam deszcz zmywa krew, pot i kurz z ciała Jezusa. Po umęczonym ciele Zbawiciela spływają krople, mieszając się z krwią, i spłukując ją, by wsiąkła w ziemię. Wszystko wygląda tak, jakby ta nawałnica zmyć miała wszelkie ślady zbrodni, która przed momentem miała miejsce, jakby wraz z nią, spłynąć do ziemi miał cały ból, który parę chwil przedtem był największym i najbrutalniejszym uczuciem na Golgocie.

 

Zdawać by się mogło, że miejsce to jest całkowicie opuszczone, że żadna żywa dusza nie pozostała tutaj. A jednak. Pod krzyżem klęczy skulona postać, targana spazmem szlochu. To Maryja, która do końca współcierpiała ze swym synem, to Maryja, której serce przeniknął miecz boleści zapowiedziany przez starca Symeona.. Jej łzy spływają po policzkach, spadają na ziemię i mieszają się z deszczem.

I nie wie nikt, czy więcej łez czy kropli deszczu wsiąknęło w ziemie na Golgocie...

Rozdział VII            „Całun”

Wyobraźmy sobie Maryję. Matkę boleściwą, która trzyma na swoich rękach syna. Trzyma go zupełnie tak samo, jak pewnej, pamiętnej, cichej nocy w Betlejem.

Oto teraz Maryja przeżywa stratę syna, stratę swego jedynego dziecka. Jej bólu nic nie jest w stanie opisać, tak jak nic nie jest w stanie opisać bólu matki, która patrzy na śmierć swojego dziecka.

Obok niej nie ma Józefa. Właśnie teraz czuje ona brak swego męża, który w trudnych chwilach zawsze był dla niej oparciem, który swoją zaradnością potrafił znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Maryja w pojedynkę znosi cierpienie, z jakim przyszło jej się zmierzyć.

Powoli, nie spiesząc się, by ostatni raz spojrzeć na syna, by zapamiętać jego twarz, oddaje jego ciało, by dobrzy ludzie zawinęli je w całun i złożyli do grobu.

 

Można by pomyśleć, że to już koniec naszej historii, ale to wcale nie koniec. Zobaczmy, a raczej wsłuchajmy się w jej epilog. Słowa nie będą tu chyba potrzebne.

Rozdział VIII     „Świt”

...

w trakcie stacji wykorzystano podkłady muzyczne:

  1. Beltaine: „The sea of the irish dream” ( z płyty “Rockhill”), 4:04.

  2. Smashing Pumpkins: „Mellon Collie and the infinite sadness” (z płyty „Mellon Collie and the infinite sadness”), 2:52.

  3. Beltaine:  fragment „Foggy Dew” (z płyty “Rockhill”), 1:04 (z 5:05).

  4. Beltaine: „Intro” (z płyty „Rockhill”), 2:15.

  5. Beltaine: „The sweetest joy” (z płyty „Rockhill”), 3:50.

  6. Evenescence: „Eternal” (z płyty „Origin”), 7:23.

  7. Evenescence: „Ascension of the spirit” (z płyty "Sound Asleep EP"), 3:17.

  8. Beltaine: „Sunrise” (z płyty „Rockhill”), 4:55.

tomek rusiniak

Droga Krzyżowa, 8.02.2008.

 

WEJŚCIE: PIEŚŃ: „Prawda jedyna”

SŁOWO KSIĘDZA

SCENKA: „Gdy Bóg biegł”

(rekwizyty: alba, 2 krzesła, pilot do TV, szalik lub koszulka piłkarska, butelka, zapalniczka)

 

WPROWADZENIE

 

            „W Kościele katolickim obchodzona jest dzisiaj środa popielcowa. Wierni w kościołach w całym kraju, posypują głowy popiołem na znak skruszenia…” – tak brzmiały komunikaty sprzed dwóch dni.

            Jeszcze parę tygodni temu spotykaliśmy się w tej świątyni na pasterce, jeszcze tydzień temu w liturgii Kościoła śpiewane były kolędy. Jakże inaczej to teraz wygląda: parę dni różnicy i jesteśmy w zupełnie innym punkcie. Posypaliśmy głowy popiołem – widomy znak, że to już Wielki Post.

            Pewnie większości z nas, za bardzo się to nie podoba: karnawał ledwo rozpoczęty, już odszedł w zapomnienie. Taki krótki, a jeszcze w dodatku przerywany żałobą narodową. Czy nam się to podoba, czy nie, nie zmienimy tego, ale możemy zadać sobie ważne pytanie: czy dla nas, czy dla ludzi z naszego środowiska, Wielki Post to coś więcej niż tylko sama nazwa? Przecież wielu ludzi pomimo zakończonego karnawału dalej się bawi i nie zamierza przestawać. Przydałoby się ich zapytać, czemu tak hucznie świętowali ostatki w tym tygodniu, skoro już w weekend dalej imprezują.

            Telewizja, jak zawsze, zaznaczyła, że zaczął się Post. Zaznaczyła dla formalności. Przecież nasz kraj jest katolicki..... jeszcze jest...

            Że Wielki Post to czas refleksji, to wiemy sami, ale kto z nas w codziennym zabieganiu o tym pamięta? Może dlatego ktoś kiedyś wymyślił nabożeństwo Drogi Krzyżowej, nabożeństwo na którym można się wyłączyć od codziennych trosk, wyłączyć, choć na moment.

 

 

STACJA 1: POJMANIE

            Opowieść rzymskiego żołnierza:

„Wieczór. Trochę byliśmy źli, że kazano nam jeszcze wychodzić z pretorium przed nocą. Tym bardziej, gdy dowiedzieliśmy się, że to wszystko dla pojmania jednego człowieka. No ale widocznie Żydzi to tak kiepscy wojownicy, że nie poradzą sobie i z jednym. Gdy spotkaliśmy straż arcykapłańską, poprowadziła nas ona na miejsce. Razem z nimi szedł jakiś mężczyzna i to właśnie on wyszedł na czoło, gdy dotarliśmy do ogrodu, zwanego przez miejscowych: Getsemani. Ten mężczyzna podszedł do innego mężczyzny, który zdawał się tam na niego czekać, powiedział do niego: „Rabbi” i pocałował go w policzek. Wtedy straż arcykapłańska rzuciła się na tego drugiego i pojmała go, a nasz centurion kazał rozpędzić kilku innych, którzy też tam się znajdowali. Wtem, jeden z nich, wyróżniający się wzrostem, na którego tamci wołali Kefas, dobył miecza i odciął ucho jednemu z naszych – Malchusowi. Otoczyliśmy tego śmiałka, gdy nagle ów pojmany przez straż arcykapłańską człowiek powiedział coś stanowczo do tego wysokiego, a ten rzucił miecz na ziemię. Nie znam hebrajskiego, ale to brzmiało tak, jakby nauczyciel mówił do ucznia. W całym zamieszaniu pozostali gdzieś pouciekali, straż zabrała ze sobą tego, którego pojmała, a my wzięliśmy ze sobą rannego Malchusa.”

 

Z pamiętnika żołnierza AK:

„Noc. Czekamy na polanie. Za parę minut ma nadlecieć samolot ze skoczkiem z Anglii. Wsłuchujemy się w ciszę nocną, by wychwycić odgłos pracy silnika, gdy tylko się pojawi, by zapalić latarki i dać sygnał skoczkowi, gdzie ma lądować. Wtem, słychać najpierw pomruk, po chwili już całkiem wyraźnie, to odgłos silnika lotniczego. Zapalamy światła i wtedy gdy skupieni byliśmy na tej czynności usłyszałem okrzyk: „Angriff” i zaraz po tym jazgot pistoletów maszynowych. To była zasadzka przygotowana przez Niemców. Nasi ludzie, zaskoczeni, nie mieli szans na obronę. Strzeliłem na oślep, gdy po chwili za plecami usłyszałem: „Hände hoch!” – ręce do góry! Chciałem strzelić, ale otrzymałem cios w głowę – najpewniej kolbą karabinu. Straciłem przytomność.

 

Któryś za nas cierpiał rany...

 

PIEŚŃ: „Getsemani”

 

STACJA 2: BÓL

            Opowieść rzymskiego żołnierza:

„Po raz drugi ujrzałem tego człowieka, gdy wprowadzono go na dziedziniec pretorium i przywiązano do słupa, aby go wychłostać. Dostał karę czterdziestu uderzeń. Ja wraz z kilkoma towarzyszami tworzyliśmy szyk, aby nikt nie przedostał się w pobliże i nie przeszkodził, bo zebrało się sporo ludzi, krzyczących coś, w niezrozumiałym dla mnie języku hebrajskim. To pewnie jakiś kryminalista, tylko, dlaczego wtedy w ogrodzie zachowywał się tak spokojnie, może nawet dostojnie?

            Dwóch żołnierzy zaczęło okładać go kijami, głośno licząc: unus, duo, tres, quattuor – jeden, dwa, trzy, cztery. Bity znosił to wszystko z jakimś majestatem, nie skarżył się. Duodeviginti, undeviginti, viginti – 18, 19, 20. Teraz zamieniono narzędzie tortury. Zaczęto go chłostać biczem. Z każdym zadawanym razem, tracił siły coraz bardziej, a wokół niego była już spora kałuża krwi, ale on wciąż godnie to znosił.

            Triginta septem, duodequadraginta, undequadraginta – 37, 38, 39. Koniec – jak zawsze jeden cios mniej, aby przypadkiem nie pomylić się i nie zadać jednego ciosu za dużo. Odwiązano go od słupa i wywleczono. Zostały po nim tylko ślady krwi.”

 

Z pamiętnika żołnierza AK:

„Obudziłem się. Właściwie to nie obudziłem się sam, ale zrobił to niemiecki strażnik, który kazał mi wyjść z celi. Zaprowadził mnie na przesłuchanie. Niemiecki oficer, dość dobrze odżywiony jak na czasy wojenne, zaczął zadawać mi pytania. Zrazu spokojnie, pytał o różne rzeczy, ale ja odpowiadałem wciąż: ‘nie wiem’, ‘nie pamiętam’. To go rozzłościło. Uderzył mnie pięścią, potem kazał strażnikowi związać mi ręce z tyłu, abym nie mógł się zasłaniać, po czym zaczął mnie na zmianę bić, przeklinać i krzyczeć: ‘Będziesz gadał, du polnische, verfluchte Schweine?!’ Zawołał drugiego strażnika – ten zwalił mnie z krzesła i zaczął kopać. Straciłem przytomność, ale oni cucili mnie, wylewając na mnie wiadro zimnej wody i znowu bili, kopali, znów traciłem przytomność, znów cucili, znów bili. Ból był tak silny, że w końcu stałem się na niego zupełnie otępiały i już nic nie czułem. Nie pamiętam nawet, jak z powrotem znalazłem się w celi.”

 

Któryś za nas cierpiał rany...

 

STACJA 3: WYROK

Opowieść rzymskiego żołnierza:

„Po raz kolejny zobaczyłem go w pretorium, gdy Poncjusz Piłat kazał przyprowadzić go przed swoje oblicze. Byłem zajęty odganianiem napierającego tłumu, który zgromadził się tam. Dowiedziałem się też, jak nazywał się ów człowiek: Jezus Nazarejczyk. Lud domagał się jego śmierci. Widocznie musiał uczynić coś bardzo złego. Ale przecież w jego wyglądzie i zachowaniu, nie było nic, co wskazywać by mogło, że jest niebezpieczny. W końcu Piłat kazał ludowi wybierać, kogo ma uwolnić: Jezusa czy Barabasza? Rozpoznałem Barabasza – był znanym buntownikiem i przestępcą. Dawał się nam we znaki dość często. Rozkrzyczany tłum domagał się wypuszczenia Barabasza, zatem ten Jezus Nazarejczyk musiał naprawdę czymś wielkim zawinić.” Wyrok był jeden: ukrzyżować.

 

Z pamiętnika żołnierza AK:

„Tym razem, gdy usłyszałem zgrzyt klucza w zamku, było mi już obojętne co ze mną zrobią. Gardłowe ‘Raus!’ nie wróżyło nic dobrego. Dlatego też zdziwiło mnie, że niemiecki oficer nie dość, że nie krzyczał, to jeszcze poczęstował mnie papierosem, ale to nie trwało jednak długo. Nie podnosząc na mnie wzroku, odczytał: ‘Za zbrodnie, popełnione przeciwko III Rzeszy, zostaje pan skazany przez sąd wojskowy na rozstrzelanie, w trybie natychmiastowym’. Po czym do stojącego przy drzwiach strażnika dodał: ‘Wyprowadzić’. Na korytarzu minąłem się ze współwięźniem – jego pewnie czekał podobny los. Dopiero gdy z powrotem znalazłem się w celi dotarło do mnie, co przed chwilą zaszło. I jakoś dziwnie brzmiały mi w uszach słowa: ‘Zbrodnie przeciwko III Rzeszy’. Zbrodnia przeciw zbrodniarzom.”

Któryś za nas cierpiał rany...

 

STACJA 4: MATKA

Opowieść rzymskiego żołnierza:

„Kazano go ukrzyżować nieopodal miasta, na wzgórzu nazywanym Golgotą, a to oznaczało dla mnie, że będę musiał, tak jak wcześniej odganiać rozwydrzony tłum. Bardzo mi się to nie podobało, bo upał był niesamowity, a droga pod górę stroma i skalista.

            Dowiedziałem się za to, o co go oskarżano. Na tabliczce, którą miano zawiesić nad nim, napisane było: Jesus Nasarenus Rex Iudeorum – Jezus Nazarejczyk Król Żydów. Pewnie to jakiś niedoszły uzurpator, bo królem jest ten Herod, o którym mówi się, że nie jest niebezpieczny dla panowania Rzymu, bo jedyne co mu w głowie to pijackie orgie.

            I kiedy tak, z wolna, ten mały pochód przemieszczał się w kierunku wyjścia z Jerozolimy, gdy raz po raz, trzeba było odpędzać krzykliwy motłoch, w pewnym momencie zobaczyłem kobietę. Wyraz jej twarzy mieścił w sobie tyle uczuć, że zdawało się to niemożliwe. Na jej obliczu krzyżowały się: ból, cierpienie, rozpacz, ale też jakieś zdecydowanie, jakaś siła i otucha. Ponieważ każdy z naszych ludzi zajęty był odganianiem tłumu, kobieta wykorzystała to i przypadła do dźwigającego krzyż. Wtedy zrozumiałem, że to musiała być jego matka. Zaraz potem jeden z naszych ludzi rozdzielił ich, pewnie już na zawsze.”

 

Z pamiętnika żołnierza AK:

„W czasie mojego pobytu w więzieniu, jeden jedyny raz dostałem list. To był list od matki. Czy dano mi go do czytania tylko dlatego, że praktycznie byłem już martwy? Nie wiem, ale wiem, że jakimś cudem mojej matce udało się dowiedzieć gdzie jestem i napisać. I choć nie mogła mieć pewności, że odczytam ten list, to napisała. Rozpoznałem jej charakter pisma, więc nie mogło być mowy o jakiejś mistyfikacji. A może i ją aresztowano i kazano napisać, licząc, że podam naiwnie w odpowiedzi jakieś ważne informacje. Tego nie wiedziałem. Zresztą w czasie wojny więcej jest niewiadomych niż pewników.

 

Któryś za nas cierpiał rany...

 

PIEŚŃ: „Matko, która nas znasz”

 

STACJA 5: TRZEJ SKAZAŃCY

Opowieść rzymskiego żołnierza:

„Kiedy wszyscy trzej skazańcy już wisieli na krzyżach, usłyszałem jak rozmawiają między sobą. Nie rozumiałem o co chodzi, bo też jestem tylko prostym żołnierzem i nie znam mowy tutejszych mieszkańców, ale zdało mi się, że jeden z wiszących jakby prosił o coś Nazarejczyka, a drugi przeciwnie – urągał mu. Jezus odpowiedział coś temu pierwszemu, nie wiem co, ale ten po słowach Jezusa jakby uspokoił się. ...[pauza]... Potem wszyscy trzej już się do siebie nie odzywali.”

 

Z pamiętnika żołnierza AK:

„Nie wiem, dlaczego przy rewizji nie odebrano mi różańca. Może jakimś cudem przeoczono to, a może uznano, że w razie ucieczki i tak mi to w znaczący sposób nie pomoże. Zupełnie o nim zapomniałem, ale gdy do wykonania wyroku pozostało już raptem kilka godzin, przypomniałem sobie o nim. Nawet nie spostrzegłem, kiedy zacząłem odmawiać kolejne zdrowaśki. Jeden ze współwięźniów przysiadł się do mnie i rzekł: ‘Naucz mnie modlić się”. Zaskoczyło mnie to, ale o nic go nie pytałem i najnormalniej w świecie, mimo nienormalnych czasów, pokazałem mu jak się modlić na różańcu, zupełnie tak, jakbym pokazywał młodemu partyzantowi jak obsługuje się karabin. Ale drugi ze współwięźniów zaczął sobie drwić: ‘Po co wam to? I tak już nie żyjemy!’ a po chwili dodał równie drwiąco: „pomódlcie się , może ten wasz Bóg zrzuci z nieba amerykańskich spadochroniarzy!”

 

Któryś za nas cierpiał rany...

 

STACJA 6: MIĘDZY ŻYCIEM A ŚMIERCIĄ

Opowieść rzymskiego żołnierza:

„Upał był straszny, ale skazańcy, mimo spiekoty walczyli dalej, choć z każdą minutą przychodziło im to coraz trudniej. W końcu Nazarejczyk – ukrzyżowany pośrodku, wyzionął ducha jako pierwszy. Przed śmiercią, widziałem jeszcze jak mówi coś do swojej matki, która doszła na samą górę. A więc myliłem się, gdy myślałem, że wtedy w ciasnych uliczkach Jerozolimy, widzą się po raz ostatni.

            Zaraz potem zaczęły dziać się dziwne rzeczy: ziemia zatrzęsła się, poczęło grzmieć i błyskać, niebo zasnuło się ciężkimi chmurami, choć jeszcze przed chwilą było zupełnie pogodne.

            Centurion kazał nam połamać skazańcom golenie, by umarli natychmiast, a potem mieliśmy od razu wracać do miasta. Lecz kiedy zobaczyłem, że Nazarejczyk już nie żyje, nie łamałem mu goleni, ale sam nie wiem dlaczego, wbiłem mu włócznię w serce. Wtedy to z boku jego wytrysnął na mnie strumień, strumień krwi i wody, jak mi się zdało. To było coś niezwykłego. Nigdy w życiu nie doświadczyłem czegoś takiego. Nie mogłem wykonać żadnego ruchu, padłem na kolana i w tym oszołomieniu zaczęło do mnie docierać: to nie mógł być zwykły człowiek. Ten prawdziwie był Synem Bożym.

            Jeden z towarzyszy przekrzykiwał rozpętaną wichurę: „Cassius, co z Tobą, wracamy!”, ale ja nie reagowałem na te słowa.”

 

Z pamiętnika żołnierza AK:

„Zawsze myślałem, że skazany na śmierć, rozstrzeliwany jest o świcie. Niemcom jednak nie robiło żadnej różnicy, czy zabiją nas w dzień czy w nocy. Ale czymże różnił się świt od słonecznego zachodu, który właśnie nastawał. Zupełnie tak, jakby przyroda chciała jakoś ulżyć skazańcom, nadać ich śmierci jakiegoś patosu. Bo nawet pluton egzekucyjny nie wyglądał tak jak skazaniec mógłby sobie zamarzyć. O ile w ogóle można mówić o czymś takim, jak wymarzony pluton egzekucyjny. Wymarzyć sobie własnych zabójców – brzmi to niedorzecznie, ale w tamtej chwili było nam już chyba wszystko jedno. Zresztą kogo to obchodziło. Byliśmy tak sparaliżowani strachem, że już go nawet nie czuliśmy. Kiedy uświadomiłem sobie, że mam wciąż w ręku różaniec, zacząłem odmawiać modlitwę, nawet nie wiem jaką, nie wiem czy odmawiałem ją głośno czy po cichu, w każdym bądź razie dostrzegłem jak oficer Gestapo, rozbawiony tym chyba, podszedł bliżej nas i wskazał na opaskę na swoim ramieniu: „Gott mit uns” – „Bóg z nami”. To było dla nas tak niedorzeczne, że paradoksalnie nie wywoływało już żadnej reakcji. „Verfluchten polnischen Banditen” – wycedził przez zęby oficer i splunął na ziemię. „Achtung!” odwrócił się do swoich ludzi, którzy czekali już z gotowymi do strzału Schmeisserami. Nie usłyszałem już komendy „Feuer!” Przed oczami przeleciały mi obrazy z życia, w głowie miałem straszny łomot, poczułem tylko ból...”

 

Któryś za nas cierpiał rany...

 

PIEŚŃ: „Rozpięty”

 

STACJA 7: ZMARTWYCHWSTANIE

Opowieść rzymskiego żołnierza:

„Wciąż rozpamiętywałem, co stało się tam na górze. Centurion przydzielił mnie do pilnowania grobu, aby nikt nie wykradł ciała Nazarejczyka. Dodatkowo grób zapieczętowano głazem, przy którym położyliśmy się spać, gdy zmógł nas sen, a leżeliśmy tak, że ktokolwiek chciałby dostać się do środka, musiałby po nas przejść i nas obudzić. I kiedy we śnie, po raz kolejny nawiedzał mnie obraz wydarzeń ze wzgórza, obudził mnie huk. Zobaczyłem Nazarejczyka – żywego, ale wyglądał zupełnie inaczej – jaśniał blaskiem i pełen był majestatu, a w dłoni, na której widać było ślady po gwoździach trzymał chorągiew. Pozostali żołnierze pouciekali, zostałem tylko ja, padłem na kolana tak samo, jak wtedy, gdy przebiłem jego bok włócznią i po raz kolejny dotarło do mnie, że nie był to tylko człowiek.

            Nazarejczyk zbliżył się do mnie i przemówił, a ja mimo, że nie znałem jego mowy, rozumiałem wszystko. Powiedział: „Cassiusie, czy widzisz tę chorągiew? To chorągiew miłości. Wiedz, że Rzym kiedyś upadnie, że z chorągwi rzymskich legionów zostaną strzępy, że żadne imperium nie przetrwa wiecznie, a tylko trwać będzie Królestwo Niebieskie...”

 

Z pamiętnika żołnierza AK:

„Ocknąłem się. Nie wiedziałem jak długo byłem nieprzytomny: minuty, czy tylko sekundy. Czułem się połamany, miałem na ciele liczne skaleczenia, których jeszcze nie czułem, najpewniej z powodu szoku. Przykucnąłem na ziemi i patrząc przed siebie próbowałem zrozumieć, gdzie się podziali Niemcy i skąd wziął się ten zwalony gruz w miejscu gdzie jesteśmy. „Jesteśmy wolni! Wstawaj!, Uciekajmy!” – usłyszałem słowa i po raz drugi w ciągu krótkiego czasu ocknąłem się. Zacząłem wraz ze współwięźniem przedostawać się za mury, z których zostały tylko gruzy. To one przygniotły Niemców, ale też i drugiego ze współwięźniów. Przedostaliśmy się na drugą stronę – to oznaczało wolność. Teraz to nie był już współwięzień, ale współuciekinier – zachował on zimną krew i opowiedział mi później, że Niemcy nie zdążyli już strzelić – nadleciał samolot, nie wiadomo: radziecki czy aliancki. Nie wiadomo czy bombę, którą zrzucił, była zrzucona omyłkowo. Tego nikt nam nie mógł powiedzieć. Wiadomo tylko jedno – przeżyliśmy. To było jak darowanie drugiego życia, ale nie jak narodzenie na nowo. To było jak… zmartwychwstanie!

 

PIOSENKA: Dom o zielonych progach: „Zmartwychwstanie”, czas: 2:20.

KOMUNIA: PIEŚŃ: „Wierzę w Ciebie Panie”

KRĄG: PIEŚŃ: „Zjednoczeni”

 

W trakcie drogi krzyżowej wykorzystano następujące podkłady muzyczne:

Wprowadzenie: Pink Floyd: „Cluster One” (z płyty "The Division Bell"), czas: 5:50.

Stacja 1: Motyw z gry „Silent Hunter II” , czas: 1:47.

Stacja 2: E Nomine: „Fundamentum”, czas: 3:30.

Stacja 3: Motyw z gry „Operation Flashpoint”, czas: 1:10.

Stacja 4: Motyw z gry „The Sum of all Fears”, czas: 1:50.

Stacja 5: P.O.D.: „Guitarras de Amor” (z płyty "Satellite"), czas: 1:10.

Stacja 6: motyw z gry „F-22 Raptor”, czas: 1:30.

Stacja 7: P.O.D.: „Celestial” (z płyty "Satellite), czas: 1:15.

Tomasz Rusiniak

Droga Krzyżowa 7.03.2008

Stacja I: Pycha

(osoba 1 siedzi i uczy się. Widać, ze ma problem z zad. Osoby 2, 3 i 4 przychodzą jej pomóc)

Os2: hej! Masz problem z zad?

Os1: Ja?! Chyba żartujesz!

Os3: Daj spokój możemy Ci pomóc!

Os4: no właśnie! Ja miałam to niedawno na lekcjach!

Os1: Nie chcę waszej pomocy!  Przecież i tak jestem z was wszystkich najmądrzejszy! Zostawcie mnie w spokoju!

Os2: nie to nie…chodźcie idziemy stąd…(odchodzą)

 

Zostałem sam.

To zadanie rzeczywiście przerasta moje siły. Dlaczego więc odrzuciłem pomoc? Przecież i tak wiedziałem, że sam nie dam rady. Czyżby zgubiła mnie moja pycha?

Jezu ratunku. Ty nie ulegasz pysze, pomimo, iż jesteś najwspanialszy. Proszę, zabierz ode mnie ten grzech.

 

Któryś za nas…

 

Stacja II: Chciwość

  (osoba1  zajada chrupki. Nagle wchodzą osoby  2, 3 i 4…wszystkie są głodne)

Osoba 2: ale jestem głodna!

Os3:  dokładnie! Nic nie jadłam od rana!

Os4:  Ja tez…ej…on ma chrupki! Podzielisz się? Proooszę!

Os1: nie!

Os2: dlaczego?

Os1: jesteście bandą darmozjadów! Dajcie mi spokój. Chcecie mieć swoje chrupki, to sobie kupcie!

Os3: ale sknera! (odchodzą)

 

Zostałem sam.

Tego jedzenia rzeczywiście wystarczyłoby dla wszystkich. Dlaczego więc nie chciałem się podzielić? Czy chciwość włada moim sercem, nawet w obliczu tak błahych spraw?

Ty Jezu dzieliłeś się wszystkim co miałeś, a nawet więcej…Oddałeś nawet całego siebie dla nas, tych, którzy Cię krzywdzą, tylko dlatego, że nas kochasz. Proszę przez swe miłosierdzie oczyść mnie z tej chciwości, która jest we mnie.

 

Któryś za nas…

 

Stacja III: Nieczystość

(chłopak i dziewczyna siedzą blisko siebie)

Ch: no ej…jak dasz mi raz buziaka, to nic się nie stanie!

Dz: nie!

Ch: dlaczego…przecież to tylko rozrywka, czysta zabawa bez zobowiązań…

Dz: wybacz, ale ja nie szukam zabawy w takiej formie! Ja chcę prawdziwej miłości, a nie fałszywego uczucia…ale Ty chyba tego nie rozumiesz!

Ch: no co ty gadasz! Od jednego buziaka świat się nie zawali!

Dz: widać, że tego nie rozumiesz…(odchodzi)

 

Zostałem sam.

Dlaczego uciekła? Czyżby zależało jej na prawdziwej miłości? Przecież taka nie istnieje…Ale czy na pewno?

Przecież ty Jezu ukochałeś nas bezgranicznie i jednocześnie zachowałeś czystość wobec Ojca. Proszę Panie naucz mnie kochać ludzi, a nie ich ciało.

 

Któryś za nas…

 

Stacja IV: Zazdrość

  (osoba 1 stoi na środku sceny. Wchodzi osoba 2 i chwali się swoim nowym nabytkiem)

Os 1: ale fajny telefon!

Os2: dzięki! Dostałem od ojca…jest trochę stary, ale jakie ma bajery…(nagle wchodzi osoba 3)

Os3: hej! Wiecie co? Dostałem telefon na urodziny!

Os1: serio! Pokaż!(os 3 pokazuje mu tel.) Ale super!

Os2: e tam, nic specjalnego. Zresztą nie powinieneś nim tak się chwalić!

Os3: o co Ci chodzi? Przecież ja się tylko cieszę z nowego nabytku!

Os2: taak…jasne

Os1: przstańcie! (zwraca się do os 2) idziesz z nami czy nie?

Os2: nie, dzięki…(os 2 i 3 odchodzą)

 

Zostałem sam.

O co ja właściwie się obraziłem? Przecież powinienem cieszyć się szczęściem drugiej osoby. Dlaczego tak trudno jest mi zaakceptować to, że ktoś może mieć coś lepszego niż ja mam? Dlaczego tak ciężko mi pokonać zazdrość?

Jezu ty niczego nie zazdrościłeś i wszystkich kochałeś tak samo. Proszę przyjmij moją zazdrość i przemień ją w miłość.

 

Któryś za nas…

 

Stacja V: Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu

(os 1 wchodzi na scenę pijana. Zaraz za nią wchodzą osoby 2 i 3)

Os1: O! Witam was baaardzo serdecznie!

Os2: jesteś pijany, daj nam spokój!

Os1: ja, pijany?! No coś ty! Ja się tylko dobrze bawię!

Os3: dla mnie to nie jest dobra zabawa!

Os1: a bo ty się nie znasz!!

Os 2: (zwraca się do os3) chodźmy stąd, nic tu po nas…(odchodzą, osoba 1 siada i udaje, ze zasypia. Po chwili budzi się zdezorientowany)

 

Zostałem sam.

Czy te używki rzeczywiście są mi potrzebne do życia? Przecież to przez nie mnie zostawili. Czy oni naprawdę nie potrafią się dobrze bawić? A może to ja nie umiem oprzeć się pokusie?

Jezu, Ty pościłeś 40 dni. Wiedziałeś kiedy jest odpowiedni czas na zabawę i jaki powinien być jej wymiar. Proszę przyjmij moją słabość i naucz mnie żyć w umiarze.

 

Któryś za nas…

   

Stacja VI: Gniew

(osoba 1 stoi na scenie. Pije coś z kubka. Nagle przechodzi os 2 i ją trąca.)

Os2: przepraszam!

Os1: mam w nosie twoje przepraszam! Przez ciebie jestem mokry!

Os2: ale to był wypadek!

Os1: nie obchodzi mnie to! Jesteś nie odpowiedzialny! Jak mogłeś to zrobić! Mam dość takiego zachowania! Zejdź mi z oczu, rozumiesz?! Spadaj!! (os 2 ucieka., nastaje chwila Ciszy)

 

Zostałem sam.

Dlaczego tak krzyczałem? Przecież to był tylko wypadek. Nie zrobił tego umyślnie. Dlaczego emocje wzięły nade mną górę?

Ciebie Jezu opanowywał tylko słuszny gniew. Zawsze potrafiłeś zachować spokój, nawet kiedy Cię obrażano. Przyjmij moją wadę i wlej w me serce pokój.

Któryś za nas…

 

Stacja VII: Lenistwo

(osoba 1  siedzi i bawi się tel.  nagle wchodzi os 2)

Os2: hej…możesz mi pomóc?

Os1: taa…zaraz przyjdę

Os2: ale ja potrzebuję Cię teraz…pilnie!

Os1: na zaraz przyjdę..daj mi chwile odpoczynku

Os2: no, ale już tu siedzisz od godziny!

Os1: ale nie mam siły się ruszyć…i ogólnie jakoś tak mi tu dobrze…

Os2: wiesz co, jesteś leniem! Już dziękuję za twoją pomoc (odchodzi)

 

Zostałem sam.

Dlaczego mu nie pomogłem? Przecież mogłem na chwilę odejść od swych zajęć. Nie wymagało to dużego wysiłku. To była tylko kwestia minuty…

Jezu Ty zawsze znalazłeś czas dla innych. Pomagałeś im w potrzebie. Proszę przyjmij moje lenistwo i pomóż zauważyć radość w pomocy i pracy.

 

Któryś za nas…

Gosia Karwacka i Janek Frymark

Droga Krzyżowa - 27.02.2009

Stacja I    Chrystus Połamany

  Teraz pokaże wam przyjaciele telewizyjni, mojego Chrystusa.

Domyślam się, że słuchając mojego opowiadania o Nim będziecie ciekawi Go poznać.
I przyniosłem Go do studio telewizji Hiszpańskiej.

Oto jest. Spójrzcie na Niego. „Ecce Homo”. Oto Człowiek!

Jak wam się podoba?

Prawda, że jest bardzo piękny?

Jaka doskonała anatomia Jego klatki piersiowej, tułowia, brzucha. Jak powściągliwie
i dyskretnie potraktowana jego tkanina opaski na biodrach. Jaka smukła
i proporcjonalna Jego noga. Jakie eleganckie i delikatne ramię. Jaka męska
i naprężona Jego muskulatura.

Lecz, oczywiście, brakuje Mu całego ramienia prawego. Lewe ma źle przylegające do barku, a dłoń została rozłupana przy gwałtownym wyszarpnięciu z gwoździa…

Brakuje Mu nogi prawej, odciętej w połowie uda. Zachował lewą, lecz uderzoną pośpiesznie i nieuważnie.

I przede wszystkim jest bez twarzy. Literalnie odcięli Mu ją. Chrystus bez oblicza. Chrystus anonimowy. Widmo. Lecz jest bardzo piękny, nieprawdaż?

Aczkolwiek bardzo smutny.                                                                                     (s.22)

 

  Któryś za nas cierpiał rany….

 

Stacja II  Potrzebne żywe ramię

 

Przysłuchajcie się, przyjaciele, co mówi mój Połamany Chrystus:

-jestem jednoręki , potrzebuje drugiego ramienia, odczuwam brak drugiej ręki.

Już pierwszego dnia, gdy Cię kupiłem w Sewilli, powiedziałem, że oddam Cię
do odrestaurowania, abyś stał się kompletny. To ty się temu sprzeciwiłeś.
Nie pozwoliłeś mi.

-Nie bądź głupi. Nie chcę ręki z drzewa. Do czego by mi służyła? Potrzebne mi jest żywe ramię i żywa ręka- z ciała.

- Z ciała?

- Tak trzeba, abyś ty był moim prawym ramieniem. Trzeba, abyś ty zastąpił mi rękę,
tę której mi brakuje.

- Ja?

- Tak- ty, wy. Wszyscy katolicy, wszyscy ochrzczeni możecie i powinniście być moją ręką.

Wy jesteście mi potrzebni.  Potrzebne mi są ramiona i ręce. Ty powinieneś być moją ręką dla twojego brata. Jesteś moją ręką, gdy nie popychasz tego, który chwieje się
do upadku, lecz gdy podpierasz, aby utrzymał się na nogach. Jesteś moją ręką, gdy
nie ranisz ani nie bijesz, lecz pocieszasz i ożywiasz. Jesteś moją ręką, gdy pomagasz  niewidomemu przejść na drugą stronę ulicy. Jesteś moją ręką, gdy twoją rękę przyjaźnie wyciągasz do twego wroga. Jesteś moją ręką, gdy dajesz dobrą radę; gdy uzyskujesz przyjęcie do pracy; gdy ukazujesz nową drogę, albo otwierasz drzwi zamknięte dla tak wielu, którym nie powiodło się w życiu. Jesteś moją ręką gdy dajesz z poświęceniem, gdy leczysz, gdy przynosisz ulgę, gdy zmniejszasz ciężar krzyża innych, przyjmując go na swoje barki.

 

Być może, nie posiadasz tytułu arystokratycznego ani naukowego. Nie chlubisz się piastowaniem wysokiego urzędu honorowego, lub zawodowo w społeczeństwie.

A chociażbyś je posiadał, czy nie byłoby ci przyjemnie być Prawą Ręką Chrystusa wśród tych, którzy cię otaczają?

Chciałbyś, aby mnie odrestaurował jakiś artysta, dodając mi kawałek drzewa. A czy nie chcesz ty sam być artystą, dodającym swoją własną rękę do tego barku okaleczonego, który nie posiada ramienia?                                          

                                                                                                      (s.38,39)

Któryś za nas cierpiał rany…

 

 

Stacja III   Zgubiono krzyż

Dobry wieczór przyjaciele.

Zamierzam skorzystać dzisiejszego wieczoru z mego wystąpienia w telewizji hiszpańskiej, aby podać ogłoszenie. Dobra okazja, liczę na kilka milionów telewidzów. Ogłoszenie krótkie i niehandlowe.

Uwaga, panowie:

„Zgubiono krzyż”. I nie można go znaleźć. Może znalazł go ktoś z was?

Mój Chrystus Połamany, jak widzicie, w tym pośpiechu i utrudzeniu, chodząc tu i tam, zgubił swój krzyż.

I nie ustaliliśmy, gdzie to się zdarzyło.

Antykwariusz z Sewilli, który mi go sprzedał, także nie wskazywał żadnego tropu.

Ani śladu.

A ja chciałbym zwrócić memu Połamanemu Chrystusowi Jego krzyż. Przynajmniej to mógłby mieć Ukrzyżowany.

On mi zabronił, abym go restaurował.

Ale jestem pewien, że umieszczenie go na krzyżu nie jest odrestaurowaniem.

Czy nie jesteście również tego zdania?

Cierpieć na krzyżu bez krzyża, musi być męką podwójnie bolesną. Chce mu zwrócić Jego krzyż, aby odpoczął przynajmniej na nim troszeczkę.

 

Tak, tak; już wiem, że odpowiadacie wszyscy.

O co nas pytasz, ojcze!

Czy znaleźliśmy krzyż?

Jeden krzyż? Jeden tylko?

Znaleźliśmy tyle krzyży! My wszyscy!

Wszyscy mają. Bez wyjątku.

Każdy człowiek ma swój własny krzyż. Niezbywalny. I wszyscy go niesiemy. Na plecach.

Choćby to było niewidoczne. Choćbyśmy się uśmiechali i zakrywali go.

Czasami przez to ukrywanie staje się jeszcze bardziej ciężki.

 

A wiesz ostatecznie, przyjacielu, dlaczego czasami nasz krzyż staje się nie do zniesienia?

Czy wiesz, dlaczego bywa, że przemienia się w rozpacz i doprowadza do samobójstwa?

 

Bo wtedy krzyż jest sam, krzyż bez Chrystusa.

A krzyż taki sam i pusty jest nie do wytrzymania.

Krzyż tylko wtedy jest możliwy do wytrzymania, gdy unosi Chrystusa na swoich ramionach.

Dlatego mam pomysł:

Ja mam Chrystusa bez krzyża. Spójrz na niego. A ty masz tak często krzyż bez Chrystusa. Krzyż, który znasz.

Daj Mu swój krzyż.

Weź mego Chrystusa. Mój Chrystus Połamany odpoczywa na twoim krzyżu.

Twój krzyż uspokaja się, łagodnieje, gdy jest na nim Chrystus.

Już nie będziesz cierpiał samotny.

                                                                                                            (s.51-53,63,64)

 

Któryś za nas cierpiał rany….

 

Stacja IV    Porwanie

Pewnego dnia… Zdarzyło się coś niespodziewanego. Wszedłem do domu, a w dwie minuty później- do mego gabinetu. Zaraz od drzwi zwróciłem oczy na przyczynę tych nieporozumień, które mnie dręczyły, na Chrystusa.

Stanąłem jak wryty.

Miejsce, które zawsze zajmował wizerunek na przeciwległej ścianie, było puste.

Cios ugodził mnie tak niespodziewanie, że nie byłem zdolny ani pytać, ani odpowiadać.

Wziąłem do ręki telefon, aby zawiadomić policję i prosić o zrobienie zasadzki

dla przyłapania złodzieja, gdy powróci.

Rozmyśliłem się. Byłoby to wyskoczenie z orbity. Złodziej najwyraźniej nie dbałby o to,
że może być złapany właśnie wówczas, gdy będzie usiłował zwrócić rzecz skradzioną.

W mojej głowie kołatały się, przecząc sobie nawzajem różne domysły, zarzuty i wyjaśnienia, których nie mogłem uspokoić.

Ważne było tylko, aby powrócił złodziej.

I Chrystus z nim razem.

Myślałem: na pewno wróci jutro. A może jeszcze dziś w nocy? Oby tak się stało.

Ale złodziej nie przyszedł, ani tego dnia, ani następnej nocy.

Minęły trzy nieskończone długie dni.

Gdy wieczorem trzeciego dnia wróciłem do domu kompletnie zgnębiony i zniechęcony, czekała mnie niespodzianka nie do opisania.

Zobaczyłem Go już od drzwi.

„Mój Chrystus Połamany” wrócił!

I był już na swoim miejscu.

 

Nareszcie mogłem mówić i powiedziałem do Niego:

- Ach, Panie! Co za radość! Myślałem, że straciłem Cię na zawsze. Że już Cię nigdy nie zobaczę.

Chrystus milczał.

Ja mówiłem dalej gwałtownie i szczerze:

-Ale teraz już jesteś mój; znowu mój. Teraz już mi Cię nie ukradną. Jeszcze dziś zmienię zamek; już go kupiłem. Zamek, który mi polecono jako zabezpieczający przed złodziejami. Jeszcze dziś wezmę ślusarza, aby go założył. Czekałem tylko na Twój powrót, aby to zrobić.

Wtedy Chrystus przemówił i powiedział sucho:

- Nie zrobisz tego. Mam nadzieje, że tego nie zrobisz.

- Panie,- ośmieliłem się odpowiedzieć- przecież widziałeś, że stary zamek może otworzyć byle kto…

- To bardzo dobrze- odpowiedział Chrystus

- Jak to? Chcesz, żeby Cię ukradli jeszcze raz?- zaoponowałem i dodałem bez zastanowienia: -Czy zatem w tej kradzieży Ty sam byłeś…?- Lecz nie ważyłem się dokończyć.

- Mów dalej, mów- ponaglał mnie Chrystus. Nie wahaj się wyrazić słowami swoich myśli.  Dalej!  Mów!

Ja milczałem. Niemożliwością było powiedzieć.

-Wiem, że tego nie powiesz. Ale ja to powiem. Oskarżasz mnie, że byłem wspólnikiem osoby, która mnie ukradła; czyż nie tak? Wyznaj to.

- Tak tylko przez chwilę sobie wyobraziłem. Przebacz mi, Panie- przyznałem zawstydzony.

- Wcale się nie mylisz. Ja chciałem iść do tego domu. I nie miałem innego sposobu wobec tego, że ty ani nie dawałeś pozwolenia, żebym ja tam poszedł, ani nie chciałeś mnie tam zanieść.

- To prawda, Panie- przyznałem szczerze- Myliłem się. Przebacz mi.

-Przebaczyłem Ci  lecz posłuchaj. Chcę nauczyć Cię jednej rzeczy. Jest trudna.

Zrobił krótką Potem mówił dalej.

- Widzisz, zagraża Ci niebezpieczeństwo uwierzenia, że ja jestem twój, tylko twój, wyłącznie twój. Ponieważ mnie kupiłeś za twe pieniądze, sądzisz, że możesz dysponować mną dowolnie. Lecz mylisz się. Jestem twój.  I jestem wszystkich. Kupując mnie, nabyłeś mnie tylko po to, aby dawać mnie następnie innym. Nikt nie może mieć Chrystusa wyłącznie dla siebie. Najlepszym sposobem posiadania Go jest dawanie Go i dawanie; im więcej tym lepiej. Ja znalazłem ciebie po to, abyś ty dawał mnie wszystkim.

                                                                                                       (s.117-123)

 

Któryś za nas cierpiał rany….  

 

PODSUMOWANIE

 

A teraz drogi przyjacielu w świetle usłyszanych fragmentów podejmij jeszcze raz refleksję nad swoim życiem.

Pewnie nie raz przechodziłeś obok takiego Połamanego Chrystusa. Jest on obecny w ludziach ubogich, zmiażdżonych, uciskanych, chorych, okaleczonych przez życie. Czy udało Ci się
nie przejść obojętnie obok takiego człowieka? ….  Czy dostrzegasz w nim Boga?.....

 

Ten właśnie człowiek potrzebuje często twojego ramienia, na którym mógłby się podeprzeć, dobrego słowa, twojej obecności. Miłości, która łagodzi cierpienie, ból i  zasiewa nadzieje.

Jezus obdarza Cię tą piękną miłością, będącą w stanie znieść to, co trudne i zachęca do tego, abyś dzielił się nią z drugim człowiekiem.

 

Rozważania na podstawie książki RAMON CUE ROMANO S.I. "Mój Chrystus Połamany", opracowała Asia Walczak.

 

Droga Krzyżowa - 6.03.2009

Rozważania zaczerpnięto z modlitw św. Brygidy Szwedzkiej - zobacz

podkłady muzyczne - wykorzystano muzykę filmową autorstwa Hansa Zimmera, pochodzącą z filmów: "Gladiator", "Pearl Harbor", "Cienka czerwona linia", "Piraci z Karaibów", "Karmazynowy przypływ". Wykorzystano także utwór "Zmartwychwstanie" zespołu Dom o Zielonych Progach.

 

Droga Krzyżowa - 13.03.2009

Wyjść z tłumu za Jezusem – Droga Krzyżowa dla młodzieży.

 

Wstęp:

Na co dzień żyjemy w tłumie. W mniejszym czy wiekszym, ale w tłumie, który nas w siebie wciaga, przemożnie na nas wpływa, kieruje nami i rzadzi. Jest to tłum klasy, grupy, towarzystwa, zbiegowiska. Tłum publiczności, telewidzów, masowych odbiorców i konsumentów. Tłum skandujących, rechoczących, zakrzykujących. Tłum zwolenników, wyznawców, fanów, kibiców... mówi się „szary tłum” (mimo barwnych ubiorów), bo giniemy w nim, roztapiamy się w jego masie, stajemy się tylko jego elementem, a nie naprawdę sobą – osobą. Trzeba wiec wyrwać się  z tego jakiegokolwiek bądź tłumu, żeby uwolnić nasz umysł, serce, wole, sumienie.

Stać się to może tylko przez spotkanie Kogoś, kto widzi ciebie niepowtarzalnym, odrębnym, wolnym. Tym Kimś jest Jezus, który wciąż gdzieś niedaleko przechodzi, a na którego nie można gapić się stojąc w tłumie – trzeba wyjść i pójść z Nim – choćby nawet zupełnie samotnie. Pójdź więc!  

STACJA 1

Jezus samotnie dźwiga ciężar krzyża

 W tłumie czujesz się bardziej swojsko.

Łatwiej tam i wygodniej niż gdzieś samotnie.

Gdy inni jedzą kołacz bez pracy – ty też.

Gdy inni cwaniacko i bezczelni

Unikają wszelkiego trudu i ciężaru – ty też.

Razem z takimi szukasz lekkiej,

Łatwej i przyjemnej miłości,

Takiej przyjaźni, nauki, pracy,

Podobnej im wiary i religii...

Ale przypatrz się tym ludziom uważnie.

Czy są naprawdę szczęśliwi,

Godni podziwu, zaufania, naśladowania? Nie!

To są Ci od „nieznośnej lekkości bytu”:

Puści, słabi, rozmyci...

Widzisz, tak już jest,

Ze siłę, wartość, hart ciała i ducha

Kształtuje się przez przyjmowanie,

A nie odrzucanie ciężaru

Zadań, zasad, obowiązków.

Przyjmuj więc ciężar

Trudniejszej miłości, nauki, wiary

I nie idź drogą łatwizny,

Która czyni człowieka

Słabym, bezwolnym – żadnym.

I nie bój się, bo Jezus

I tak poniesie tę część ciężaru,

Która przekracza twoje siły.  

 

STACJA 2

Jezus spotyka Matkę, która nie zawodzi...

 Może tak jak inni

Mówisz o niej „stara”?

Może tak jak inni – wstydzisz się jej,

Uciekasz od jej czułości, troski, pouczeń.

Może tak jak inni – nie chcesz znać

Ilości łez wylanych nad tobą.

Powiedz – dlaczego?

Bo teraz jest taka moda, taki styl?

Bo matka nie pasuje do zgrai twoich idoli?

Ale przyznaj gdy inni Cię zawiodą,

Zdradza, wykpią – do kogo wracasz?

U kogo szukasz przytuliska?

Kto okazuje się bardziej wierny niż ona?

Kto kocha cię najprawdziwiej, choć najciszej?

Gdy tłum cielęco wpatrzony w swoich idoli

Odrywa cię od domu,

Byś zapomniał kim jesteś –

Wracaj wtedy do matki,

By odnaleźć siebie,

By usłyszeć w sobie serce i to,

Co zakrzyczał w tobie i startował tłum.

Przychodź i patrz w twarz Maryi Matki,

By wiedzieć, co kochać

W dziewczynie, w kobiecie, w matce.

Tak szuka się twarzy Jezusa,

Twarzy miłości, własnej twarzy ...

 

 STACJA 3

Jezus upada, by powstać 

Widzisz, ze wokół

Tylu jest ludzi małych, dla których człowieczeństwo

To „ za wysokie progi”.

Wolą pełzać niż się wspinać.

Nie patrzą w niebo,

Nie szukają tego,

Co godne, sprawiedliwe, słuszne i zbawienne,

Bo bardziej pociąga ich to,

Co niskie, wulgarne, brudne i prymitywne.

Mówią: raz się żyje – warto pogrzeszyć,

To też dla ludzi” ...

I tak często upadają,

Ze już zapomnieli,

Ze można powstać z pozycji,

W jakiej żyją płazy.

Oczywiście trudno nie upaść,

Gdy cię popychają,

Podstawiają nogi i sami leża.

Najgorzej jednak stracić z oczu niebo

I tęsknotę za czystą,

Podniesioną w górę twarzą.

To dzięki niej jesteś wart miana człowieka.

Odzyskujesz ja, gdy wstajesz,

Unosisz ją ku Bogu,

Ocierasz z brudu

Jak Jezus.

 

  

 

STACJA  4

Dziewczyna zawstydza tłum swa odwaga

 Czy wiesz, ze tłum uwielbia tak zwaną równość?

Nie znosi tych, którzy się wychylają,

Którzy przerastają tłum mądrością,

Wielkością serca, odwagą.

Czy wiesz dlaczego tak jest?

Bo tłum zwykle tworzą ludzie mali,

Którzy nie chcą dorastać do czyjeś

Wielkości, heroiczności, wielkoduszności.

Dlatego pragną zastraszać tych,

Którzy ich przerastają.

Ale patrz, wobec czyjejś nagłej

I odważnej wspaniałomyślności

Tłum cofa się zawstydzony

Swoim prymitywizmem,

Jak przed ta dziewczyna zwaną Weroniką,

Która ocaliła wtedy

I twarz Jezusa, i twarz człowieka.

W tobie też jest sporo dobroci,

Współczucia, chęci pomocy,

Ale hamuje je lęk, strach, obawa.

Pamiętaj, że bez odwagi

Mogą się one nigdy nie ujawnić

I powoli zacząć zanikać.

Bez odwagi twoja dobroć, miłość i wiara

Będą zawsze takie nijakie lub byle jakie.

Dlatego nie kryj się z nimi w tłumie.

Wznieś się z nimi ponad niego.

STACJA 5

Jezus umiera na dowód, ze kocha naprawdę

 Zauważyłeś może,

Ze tłum rządzi się przy pomocy

Sloganów czy haseł

Schlebiających temu, co jest ludzką potrzeba

Znaczenia, wygody, szczęścia, bezpieczeństwa.

Teraz jest czas potężnych środków zwodzenia

I uwodzenia milionów ludzi.

Uwodzenia tanimi obietnicami bez pokrycia.

Ale ty pamiętaj o tym,

Ze Jezus nie zwodzi ani nie uwodzi –

Jest to specjalność Jego przeciwnika.

Krzyż i martwe ciało Jezusa na nim

Jest znakiem prawdy i obietnicy,

Za która warto odda życie,

Aby je mieć na wieczność.

Teraz, gdy odbiera się innym życie,

Aby nie „komplikować” własnego –

Obietnica i prawda o czymś stokroć cenniejszym

Od wygody i złudzonego szczęścia

Broni nas przed natłokiem kłamstw,

Zwodniczych obietnic iluzji.

Tylko Jezus poręczył te obietnice i tę prawdę,

Ze jesteś kochany

I możesz być na wieczność szczęśliwy.

NAPRAWDE,

Bo ON JEST PRAWDĄ!!

 

  

STACJA 6

Jezus przechodzi przez grób do życia 

Zauważ, tłum jest zwykle krótkowzroczny.

Nie potrafi cierpliwe czekać – szybko traci

Wiarę i nadzieje. Nie pamięta dawnych obietnic.

I ja ... i ty tez tacy jesteśmy. Jeśli nie widzi się

Szybkiego efektu, sukcesu, wygranej –

Porzuca się zwykle tego, komu się wierzyło –

Czyli zdradza się go. Tak było i jest z ludźmi,

Którzy uwierzyli i poszli za nim.

Wiara wymaga próby ciemnej nocy, w której

Zdaje się, ze Boga nie ma i wszystko umiera.

Popatrz na ziarno które kiełkuje

Pod martwa, pokryta śniegiem ziemia.

Ono mówi ci, ze czasem cos musi umrzeć,

żeby żyć naprawdę, bo jest prawdziwe.

I zrozum, ze rzadko to, co efektowne,

Spełniające się natychmiast – jest prawdziwe.

To, co Boże i wieczne dojrzewa w ciszy,

A owocuje tysiąckrotnie. O tym nam mówi

Ciało Jezusa złoże w grobie, a budzące

Do życia wszystko, co tylko pozornie umarło.

Bo co ma w sobie prawdziwa miłość - nie umiera.

Trzeba tylko czuwać, by nie umierało w nas to,

Co Bóg zasiewa, by grzech tego nie zabijał.

A wtedy wszystko, co tu kochałeś,

Czemu byłeś wierny, dla czego żyłeś –

Zostanie wraz z Tobą przeprowadzone przez Jezusa

Do życia, które już umrzeć nie może.

 

Modlitwa

 

Jezu, Ty szukasz w tłumie jakiejś twarzy – niepowtarzalnej,

Jedynej wśród synów / córek człowieczych. Może teraz właśnie

Patrzysz w moja twarz, znając, cała moja historie i widząc

Moje dalsze dzieje – IMIĘ, do którego mam dorastać, a którego jeszcze

Nie znam. Choć Ty nim mnie wołasz ... chce cię wciąż oto imię pytać. Pomóż mi wiec opuścić ten nijaki tłum, pokazując mi moja nijakość bezimienność, czyli podobieństwo do tłumu. Dodaj mi odwagi, by – na przekór presji, zniewoleniu, ogólnemu bezwładowi – wybierać wciąż Ciebie, twoja wole i wezwania, podobieństwo do Ciebie. Tylko wtedy JESTEM tym, kim mam być, kogo ty we mnie kochasz, kogo razem ze mną we mnie tworzysz – każdym krokiem po krzyżowej drodze mojego życia do zbawienia. Zbawienia, które jest najpiękniejszym spełnieniem zadanego mi imienia i moich ludzkich dziejów, których ty jesteś początkiem i wiecznością. Amen.

opracowanie Asia Kumor

 

Droga Krzyżowa - 29.03.2009

Już prawie dwa tysiące lat upłynęło od chwili, gdy na górze Golgocie postawiono krzyż. Na tym krzyżu umierał wówczas Bóg-Człowiek, Jezus Chrystus. Od tego czasu w stronę Chrystusowego krzyża patrzą wszyscy ludzie. W tym krzyżu zawarta, bowiem została cała nauka miłości, Bożej miłości. W ten krzyż wpatrywali się później wszyscy święci. W ten krzyż obecnie wpatrujemy się i my, ludzie dwudziestego pierwszego wieku.

Tej miłości, idącej od krzyża, pragniemy się uczyć w czasie obecnej drogi krzyżowej, pragniemy z niej zaczerpnąć nowych sił do przeżywania życia.

Stacja I: Pan Jezus na śmierć skazany

Człowiek wydał wyrok na Miłość. Wyrok najwyższy i niesprawiedliwy. Wyrok wydał człowiek słaby i tchórzliwy pod naciskiem tłumu, który wołał: ukrzyżuj Go. Wygoda życia i zewnętrzny chwilowy spokój podpisały wyrok śmierci. Powiedz nam, Jezu, czy miłość musi być zawsze nie kochana?

Od niesprawiedliwych wyroków, wybaw nas, Panie.

Stacja II: Włożenie krzyża

Krzyż to ciężar. Są ciężary fizyczne i ciężary duchowe. Są ciężary przyjmowane i ciężary odrzucane. Drzewo Chrystusowego Krzyża obciążają grzechy ludzkie. Także nasze grzechy. Taki krzyż On wkłada na swoje ramiona. Wkłada, nie odrzuca. I będzie teraz niósł ciężar krzyża obarczony grzechami Ten, w którym nie ma grzechu. Wytłumacz nam, Jezu, dlaczego ktoś inny grzeszy, a Ktoś inny dźwiga ciężar grzechów. Czy to jest właśnie nauka miłości Twojego krzyża?

Od obciążania Chrystusowego krzyża, wybaw nas, Panie.

Stacja III: Pierwszy upadek Chrystusa Pana

Bóg nigdy nie upada. Człowiek upada. Chrystus Pan, dlatego upadł, gdyż dźwigał ludzkie upadki. Gdy powstał z upadku, pokazał, że nie chce śmierci grzesznika, lecz chce, aby on powstał i żył. To jest właśnie ta nadzieja dla ludzi: krzyż jest ciężarem, który można podnieść, który należy podnieść. Bóg chce, aby go podnieść.

Od upadku bez powstania, wybaw nas, Panie.

Stacja IV: Pan Jezus spotyka swoją Matkę

Miłość zawsze łączy się z cierpieniem. Brak cierpienia najczęściej jest brakiem miłości. Chrystus, niosący krzyż, cierpi za ludzką rodzinę. Jego Matka cierpi z Nim. Przy obecnej stacji jesteśmy świadkami najpełniejszego cierpienia. Patrzymy na tę scenę, która jest obrazem najgłębszej miłości dwu najbliższych sobie osób i pytamy:, dlaczego została ona przez ludzi tak, tak bardzo zhańbiona.

Od poniewierania cudzej miłości, wybaw nas, Panie.

Stacja V: Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi

Mając krzyż za narzędzie, Jezus zbawia świat. Czy człowiek może przyłożyć swą rękę do dzieła zbawienia? Szymon jest znakiem pomocy zewnętrznej. Czy stać mnie dziś na to, aby pomóc bezinteresownie innym, słabszym, potrzebującym wsparcia, samotnym? Czy stać mnie na to, aby być Szymonem?

 Od ospałości w służbie innym, wybaw nas, Panie.

 

Stacja VI: Święta Weronika ociera twarz Jezusowi

Panie, kiedy otarliśmy Ci twarz? Święta Weronika uczyniła to w czasie Twej drogi krzyżowej. Otarła skutki cierpienia. Czy jednak na Twej twarzy nie ma duchowego cierpienia, spowodowanego niewdzięcznością ludzką? Czy z niej otarliśmy Twoją twarz? Czy wytarliśmy z niewdzięczności nasze twarze, stworzone na obraz Boży?

Pomóż nam, Jezu, w zwalczaniu niewdzięczności, jaka ze strony człowieka zbyt często dotyka Ciebie.

Od nie naprawionej niewdzięczności, wybaw nas, Panie.

Stacja VII: Drugi upadek Pana Jezusa

Potrzeba głębokiej wiary, by w leżącym Chrystusie dostrzec Boga. Niekiedy trudno w człowieku dostrzec człowieka. Już wiele razy powstawał, a przecież sam nie umie zapewnić, że odtąd już na zawsze odzyskał wierność. Inny jest jednak obraz leżącego pod krzyżem Jezusa, a inny upadłego człowieka. Inna jest przyczyna upadku. Końcowym powstaniem Jezusa będzie zmartwychwstanie. A moim? Od powtarzania tych samych błędów, wybaw nas, Panie.

Stacja VIII: Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty

Płaczcie nad synami waszymi. Rzewne uczucia, chociaż dobre, nie są najważniejsze. On jest przede wszystkim naszym Odkupicielem. Teraz idzie pochylony ciężarem krzyża, ale to tylko okrutna rzeczywistość na drodze odkupienia. Jakież to inne, niż postępowanie tylu ludzi goniących za wszystkim, ale nie za świętością.

Od lekceważenia cierpień i pokuty, wybaw nas, Panie.

Stacja IX: Trzeci upadek Pana Jezusa

Ten upadek Chrystusa, już u kresu drogi, najbardziej nas uczy mądrości. Gdy kończymy jakieś dzieło, zwykle nie jesteśmy już czujni. Opanowuje nas wówczas radość zdobytego celu i wtedy jesteśmy najsłabsi i zwykle niesumiennie kończymy swe dzieło. Taki upadek winien być szkołą mądrości, dla nas tego, co Boże.

Od zastępowania pracy nad sobą narzekaniem, wybaw nas, Panie.

Stacja X: Jezus z szat obnażony

Nagi Chrystus, stojący na Golgocie, nie ma już nic swojego, nie ma żadnych praw. Pozostał Mu tylko obowiązek spełnienia do końca misji, dla której przyszedł na świat. Ogołocony z szat, bezbronny Odkupiciel. Czy możliwe jest jeszcze głębsze poniżenie? A On to zrobił dla nas ludzi i dla naszego zbawienia. Dla każdego człowieka. Dla nas także.

Od niszczenia tego, co święte w człowieku, wybaw nas, Panie.

Stacja XI: Przybicie do krzyża

Gwoździe przybijają ciało. Przybijają także duszę. Odtąd, bowiem Jezus będzie już całkowicie, zdany na obcą siłę. Tak będzie aż do zmartwychwstania. Jakże się jednak mylicie wy, którzy wbijacie gwoździe: zabijając człowieka, rozpalacie płomień Jego Ewangelii. On płonie już dwa tysiące lat i będzie płonął do końca świata.

Od siły, zdolnej zabić w nas Chrystusa, wybaw nas, Panie.

 

Stacja XII: Śmierć Pana Jezusa na krzyżu

Niepojęta tajemnica krzyża! Wtedy, gdy konający Chrystus mówi: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił", następuje działanie Syna z Ojcem. "Dokonało się". Odtąd jego rozpięte na krzyżu ręce wyciągnięte są nad całym światem. W sposób niemy, lecz przejmujący, wykazują jak bliski jest Bóg człowiekowi.

Od zwątpienia w to Słowo, które kończy misję ziemską Jezusa, wybaw nas, Panie.

Stacja XIII: Pan Jezus z krzyża zdjęty

Spokojna, choć zatroskana twarz Matki Bożej, wpatrującej się w zmarłego Syna, złożonego na jej kolanach. Tak niedawno było zwiastowanie i: "On będzie Synem Najwyższego", a dziś jest zakrwawione ciało. Ale już dziś istnieje liczna rodzina tych, co uwierzyli. To martwe ciało ma już liczne żywe członki, które się będą stale rozrastać w miarę upływu czasu. Nie ma śmierci tam, gdzie są sprawy Boże.

Od stanu, w którym ból przesłania godność cierpienia, wybaw nas, Panie.

Stacja XIV: Pan Jezus złożony w grobie

Ziemia nasza każdego dnia coraz bardziej zapełnia się grobami. Każdego dnia ziemia spełnia Boży nakaz: "w proch się obrócisz". Od momentu, w którym Chrystus Pan został złożony w grobie mamy prawo twierdzić, że grób nie jest końcem życia, ale jest otwarciem ku wieczności. Chrystusowy grób wskazuje, na ludzkie przeznaczenie, jakim jest nadzieja na lepsze życie.

Od braku nadziei w ostateczny tryumf życia w Bogu, wybaw nas, Panie.

 

Prawdziwa chwała wynika z miłości. Twoja droga krzyżowa, Chryste, jest świadectwem nieograniczonej, posuniętej aż po wyniszczenie, miłości człowieka. Jakże pragniemy wzbogacać naszą miłość, czerpiąc z takiego źródła! Dziękujemy Ci, Panie, za każdy taki krok na drodze naszego życia, gdy idziemy razem z Tobą. Dziękujemy za każde Twe słowo, skierowane do nas, także za to słowo, które przemawia do nas od Twego krzyża - z Golgoty.

Scenka:

1 człowiek (filozof grecki):

- Szukam prawdy! [To stwierdzenie musi być słyszane dla wszystkich** ]

- Gdzie jest prawda? czy wiesz gdzie leży prawda?

- Co jest prawdą?

- Kto zna prawdę? Czy znasz prawdę?

- Kto nauczy mnie co jest prawdą?   

-Kto pokarze mi drogę do prawdy, która prowadzi do szczęścia?

Powtarza te pytania w różnej kolejności do różnych ludzi w kościele

2 człowiek Malarz zwój papieru i pędzel:

- Szukam piękna! (**)

- Co jest piękne? Co jest piękne dla ciebie?

- Co jest piękne w człowieku? Co jest piękne w tobie? Co jest piękne w świecie?

- Kto uczyni moje życie pięknym?

- Kto pokarze mi piękno, które mnie uszczęśliwi?

Ciągle powtarza te pytania

3 człowiek Wędrowiec, laska, peleryna:

- Szukam dobra! (**)

- Co jest dobre dla mnie? Co jest dobre dla ciebie?

- jak nauczyć się wybierać dobro? Czy zawsze wybierasz dobro?

- Kto nauczy mnie wybierać dobro?

- Kto pokarze mi drogę do dobra?

- Gdzie leży dobro, które uszczęśliwia?

Ciągle powtarza te pytania

4 człowiek Biznesmen, czarny płaszcz, ciemne okulary, neseser:   - Szukam  prawdziwego bogactwa! (**)

-Czy w życiu liczą się tylko pieniądze? Co jest ważne dla ciebie?

- Czy wszystko można kupić?

- Czy coś jest ważniejsze niż pieniądze?

Ciągle powtarza te pytania

5 człowiek Młody człowiek, strój młodzieżowy:

- Jak żyć? (**)

- wszyscy mówią jak żyć, ale kto mówi prawdę?

- Po co żyjesz?

- Kto wie jak żyć?

- Kto nauczy mnie jak żyć?

- Czy chcesz się nauczyć jak żyć?

- Co w życiu jest najważniejsze?

- Ludzie jak żyć?

Ciągle powtarza te pytania

Obcy: Idzie przez kościół i czyta Mt 5,3-11

Wszyscy Człowiek 1-5, w tym czasie milkną:

-Kto to powiedział?

Obcy:

- Jezus Chrystus Pan i zbawiciel jego szukajcie!

opracowanie: Jasiu Frumark